Myślenie nie boli…

Słoneczny czerwcowy poranek, ulica gdzieś w centrum jakiegoś miasta. Na samym środku chodnika zaparkowane piękne granatowe Audi, zapewne duma właściciela. Nie sposób go nie zauważyć, a i ominąć trudno, bowiem między autem a schodami zostało około pół metra wolnej przestrzeni. Pieszy jeszcze jakoś się przeciśnie, ale matka z wózkiem już nie. W tym momencie od strony centrum podjeżdża osoba na wózku… Podjeżdża i staje, nie ma szans na przeciśnięcie się między autem a ścianą. Może ktoś się zlituje i przeniesie ją górą, nad maską auta? Jeśli nie, musi nadrabiać kilkaset metrów do najbliższych pasów i omijać auto drugą stroną ulicy, bo komuś po prostu nie chciało się pomyśleć…

Wydaje się, że myślenie nie jest domeną polskich kierowców. Parkowanie w miejscach niedozwolonych, wyprzedzanie na trzeciego, notoryczne łamanie przepisów. Powodem do dumy nie jest przestrzeganie przepisów, ale wprost przeciwnie, w końcu większość osób chwali się, jak to jechała 140 na godzinę, przy ograniczeniu do 40. Pół biedy, jeśli swoją głupotą szkodzą oni tylko sobie, niestety, prawie zawsze jest jeszcze ktoś inny poszkodowany.

W polskich mediach przeprowadzonych było wiele kampanii poświęconych problemowi przestrzegania przepisów drogowych, w tym kilka na rzecz parkowania na miejscach przeznaczonych dla osób niepełnosprawnych. Czy odniosły one zamierzony efekt? Przejście się ulicami miasta i spojrzenie na parkingi uzmysławia, że na pewno nie. Wystarczy usiąść naprzeciw wolnego akurat miejsca dla osoby niepełnosprawnej i poczekać chwilę, a na pewno znajdzie się chętny do zaparkowania. Ręczę, że z auta nie wysiądzie człowiek schorowany.

Polacy do problemu parkowania podchodzą dość swobodnie, stawiając auta w bramach, na pasach, zastawiając inne samochody. Nikt nie pomyśli o drugim kierowcy, który też chciałby wyjechać z domu, a nie może, ponieważ ktoś mu zastawił drogę. Nie wspominam tutaj o pieszych ryzykujących wejście pod koła, ale jak inaczej mają przejść przez ulicę, skoro nic nie widać? Obowiązuje zatem podstawowa zasada – byleby mi było dobrze, inni się nie liczą. Punkt widzenia zmienia się zasadniczo, gdy mnie zastawią. Wówczas awantura na całego, jak tak można, co za idiota to zrobił, niech pomyśli trochę, kto mu dał prawo jazdy, itp. Właśnie, niech trochę pomyśli…

Warto zadać w tym miejscu pytanie, co robią nasze władze, aby zapobiec temu zjawisku? Owszem, czasem widać patrol straży miejskiej zakładającej blokadę na źle zaparkowany samochód, ale są to raczej działania incydentalne, niż prowadzone systematycznie. Może wizja nieuchronnej kary powstrzymałaby źle parkującego kierowcę, zmusiłaby go do zastanowienia się, czy warto? Może wówczas osoba niepełnosprawna swobodnie mogłaby zostawić auto na przeznaczonym dla niego miejscu, a nie musiała szukać wolnego miejsca kilkaset metrów dalej? Przy okazji budżet miast, borykających się przecież z problemami finansowymi, zasilony zostałby drobnymi, ale zawsze ważnymi środkami z mandatów.

Niestety, każdy może zrobić prawo jazdy i czynnikiem decydującym o jego wydaniu nie jest poziom inteligencji. Empatia również nie jest domeną polskich kierowców. Czasem jednak, parkując swoje auto nawet w przeznaczonym do tego miejscu, zastanówmy się, czy nikomu w ten sposób nie przeszkadzamy, czy nie blokujemy komuś drogi? Czy nie pojawi się za parę chwil matka z dzieckiem, osoba na wózku, emeryt o lasce? W końcu granatowe Audi było zaparkowane prawie prawidłowo… Niestety, prawie robi w tym przypadku ogromną różnicę…